Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 kwietnia 2017

Niekończąca się saga w świecie mroku

Underworld: Blood Wars
(Underworld: Wojny Krwi)

Rok: 2016
Gatunek: akcja/fantasy
Kraj: USA

"Underworld" to specyficzna seria, która z jednej strony od samego początku oferowała standardowe kino akcji, ale z drugiej dotyczyła specyficznego "settingu". W końcu na ekrany kin trafia niewiele produkcji, które są skąpane w świecie mroku, gdzie wampiry toczą nieustanny bój z wilkołakami. No dobra, jest  "Zmierzch", ale sugeruję to pominąć. Pozostańmy przy tym, że "Underworld" to jedyna kinowa seria tego typu produkcji. Już pierwszy film, chociaż utrzymany w mroku, ewidentnie dawał znaki, że główny nacisk będzie tutaj położony na akcję. I wielka szkoda, że zabrakło miejsca dla horroru. Gwiazdą serii jest Kate Beckinsale wcielająca się w postać niepokornej wampirzycy, która nie ma problemu z tym, żeby postawić się starszyźnie, czy rzucić się w wir walki przeciwko przeważającym siłom wroga. Pod wieloma względami postać Seleny przypomina Alice z (bardzo luźnej) adaptacji filmowej "Resident Evil". Pod koniec 2016 roku seria "Underworld" doczekała się piątej odsłony, która nosiła tytuł "Blood Wars".

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Czy konwencja "Blair Witch" jeszcze daje radę?

Kiedy rok po amerykańskiej premierze, czyli w 2000 roku na ekrany polskich kin wkroczył skromnie wyglądający "The Blair Witch Project" miałem naście lat, więc nie dane mi było go zobaczyć na dużej sali kinowej, na której ludzie ze strachu obgryzali paznokcie i krzyczeli z przerażenia wtórując bohaterom pojawiającym się na ekranie. Produkcję, za którą byli odpowiedzialni Daniel Myrick i Eduardo Sánchez obejrzałem w zaciszu domowym i mimo tego, że doceniałem klimat i pomysł, to nie rozumiałem skąd tyle krzyku. Jak to się stało, że "The Blair Witch Project" stał się przełomem i klątwą jednocześnie?

sobota, 14 stycznia 2017

Dziesięciu parszywych - 2016

Nadeszła wiekopomna chwila, żeby ostatecznie rozliczyć się z 2016 rokiem w kwestii filmów. Najlepsze produkcje już wymieniłem, więc trzeba wybrać te najgorsze. Tutaj było zdecydowanie łatwiej, bo lista słabych filmów, które miały premierę w 2016 roku jest bardzo długa. Pojawiło się też sporo produkcji, które zapowiadały się skandalicznie słabo, a jednak okazały się być przyzwoite (np. mocno hejtowany "Ghostbusters"). Bez zbędnego przedłużania zapraszam na moją najgorszą dziesiątkę 2016 roku.

niedziela, 8 stycznia 2017

Dziesięciu wspaniałych - 2016

Po raz pierwszy bawię się w filmowe podsumowanie roku, a raczej w podsumowanie polegające na stworzeniu top 10 składającego się z najlepszych według mnie produkcji. Nie było łatwo, bo rok 2016 obfitował w naprawdę udane filmy, a swoją dość poważną cegiełkę dołożyła do tego nasza rodzima kinematografia. Naprawdę nie pamiętam w ostatnim czasie tak dobrego roku w filmie dla polskich produkcji. Trzeci kwartał 2016 to było prawdziwe apogeum, jakby nasi filmowcy chcieli udowodnić widzom, że są gorsi od ich zachodnich kolegów po fachu. Jak to zwykle bywa z tego typu zestawieniami moje podsumowanie jest subiektywne i nie zawiera nawet śladowych ilości obiektywizmu.


piątek, 2 grudnia 2016

Sobotnie kino - odcinek 12

Drugim filmem, którym miałem okazję zobaczyć na X edycji Festiwalu Filmowego Pięć Smaków był thriller kryminalny w reżyserii Johnniego To. Jest to twórca, z którego filmami zetknąłem się po raz pierwszy w 2013 roku podczas VII edycji Festiwalu Filmowego Pięć Smaków, gdzie miałem sposobność zobaczyć "Runing On Karma". Johnnie To jest bardzo zasłużonym filmowcem dla chińskiej kinematografii, karierę reżysera rozpoczął w latach 80-tych, w tym momencie na swoim koncie ma już dziesiątki pełnometrażowych produkcji. Jego ostatnie filmy śmiało można nazwać chińskimi blockbusterami, w których występują najbardziej znani krajowi aktorzy. "Trójka" to aktualnie ostatni obraz wyreżyserowany przez Johnniego To


wtorek, 29 listopada 2016

Sobotnie kino - odcinek 11

Wraz 11 odcinkiem "Sobotniego kina" wracam na Festiwal Filmowy Pięciu Smaków, którego X edycja niedawno odbywała się w kilku warszawskich kinach studyjnych. W ubiegłym roku nie udało mi się zobaczyć nawet jednego filmu, natomiast tym razem zdecydowałem się wybrać na dwie produkcje. Odnośnie jednej z nich, chyba najbardziej wyczekiwanej przez fanów azjatyckiego horroru możecie przeczytać poniżej. Wszak to prawdziwe starcie tytanów japońskich filmów o klątwach. Natomiast drugi tekst, który będzie dotyczył najnowszego filmu w reżyserii Johnniego To zostanie opublikowany pod koniec tygodnia.

środa, 10 sierpnia 2016

Miedziana post-apokalipsa

Dead 7

Rok: 2016
Gatunek: horror/western/akcja
Kraj: USA

Za każdym razem kiedy myślę, że Asylum do spółki z Syfy niczym mnie już nie zaskoczy pojawia się film, który wyprowadza mnie z błędu. Przyzwyczaiłem się do tego, że Asylum serwuje co chwilę jakieś mockbustery (podróby kinowych hitów), ale przeważnie jest to w momencie, w którym jakiś kasowy film trafia do kin, ewentualnie niedługo przed jego premierą. Produkcja królów pseudo-hitów jest przeważnie tematycznie zbliżona do oryginału, tym razem jest nieco inaczej. Nie trzeba być geniuszem, żeby skojarzyć, że "Dead 7" to mockbuster "Siedmiu Wspaniałych", czyli remake'u świetnego westernu, który był amerykańską wersją japońskiej produkcji "Siedmiu Samurajów". Problem w tym, że film w reżyserii Antoine'a Fuqua trafi do kin dopiero 23 września, natomiast "Dead 7" można oglądać od 1 kwietnia.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

He-Man przedszkolanką

Kindergarten Cop 2
(Gliniarz w przedszkolu 2)

Rok: 2016
Gatunek: komedia/sensacyjny
Kraj: USA

Mam wrażenie, że w ostatnich w filmowym światku latach trwa dziwna moda na odgrzewanie starych kotletów. I czasami zdarza się, że taki zjełczały kotlet całkiem nieźle smakuje, chociaż logika podpowiada, że powinien od razu trafić do kosza. I tak widzom serwowane są niekończące się remaki starszych, albo całkiem nowych produkcji (przykładem niech będzie "Cabin Fever"), rebooty, czy sequele już dawno zapomnianych filmów. I jeżeli widząc plakat "Gliniarza w przedszkolu 2" zastanawiacie się "po co?", albo "dlaczego?", to spieszę z odpowiedzią: bo ludzie chcą to oglądać. I chociażby kolejna odsłona zmagań herosa sprzed lat miała być totalną szmirą to i tak znajdzie się grupka osób, która sięgnie po ten film, chociażby po to, żeby powspominać jak fajnie się oglądało te stare części i jak bardzo ta nowa ssie. Nie ma tu miejsca na racjonalne myślenie, dobre wspomnienia związane z oryginałem są wystarczającym bodźcem. Zdaje się, że twórcy "Gliniarza w przedszkolu 2" też do tego doszli i postanowili powtórzyć chwyt z 1990 roku, kiedy to do roli przedszkolanki został wybrany nie kto inny jak sam Arnold Schwarzenegger. Tym razem to Dolph Lundgren miał opiekować się dziećmi, a za kamerą stanął Don Michael Paul.

wtorek, 24 maja 2016

"Today we're cancelling the apocalypse"

X-Men: Apocalypse

Rok: 2016
Gatunek: sci-fi/akcja
Kraj: USA

Pamiętam jakby to było wczoraj, kiedy jeszcze jako 9-latek zobaczyłem na wystawie w małym kiosku komiks "X-Men 2/95". To było jak olśnienie, musiałem mieć ten zeszyt ozdobiony piękną okładką autorstwa Jima Lee. Praktycznie wychowywałem się z komiksami, od najmłodszych lat towarzyszyły mi serie takiej jak "Thorgal", "Tytusy, Romek i A'tomek", "Kajko i Kokosz", "Kleks", czy albumy autorstwa Tadeusza Baranowskiego (np. "Skąd się bierze woda sodowa", czy "Podróż smokiem diplodokiem"). Oczywiście później były też przygody Spider-Mana, czy Batmana. Ale to właśnie od tego pamiętnego numeru wydanego przez TM-Semic komiksu z serii "X-Men" zaczęła się moja poważna przygoda z komiksem. Niedługo później na stronach klubowych Arek X (Arkadiusz Wróblewski) fantazjował o tym, co by było, gdyby ktoś w Hollywood zdecydował się na ekranizację komiksu o mutantach Marvela (do dziś pamiętam, że głównym kandydatem do zagrania Wolverine'a był Sylvester Stallone). Wówczas nikt nawet nie marzył o tym, że w niedalekiej przyszłości będzie dane fanom tej zacnej serii cieszyć się aż sześcioma produkcjami o przygodach grupy uzdolnionej młodzieży prowadzonej przez charyzmatycznego profesora Charlesa Xaviera (oczywiście nie wliczam do tego solowych przygód Wolverine'a). Po dobrym powrocie Bryana Singera, którym był "X-Men: Days of Future Past" reżyser rozbudził niemałe oczekiwania odnośnie kolejnych produkcji. A znacznie je podsycił, kiedy po końcowych napisach wspomnianego obrazu oczom widzów ukazał się młody En Sabah Nur.

sobota, 23 kwietnia 2016

Dżungla prawie jak żywa

The Jungle Book
(Księga Dżungli)

Rok: 2016
Gatunek: przygodowy/familijny
Kraj: USA

"Księga Dżungli" z 1967 roku to była prawdziwa rewelacja (przynajmniej tak ją zapamiętałem). Ze swoich szczenięcych lat pamiętam, że praktycznie wszystko co wyglądało ciekawiej niż przygody naszego Reksia momentalnie przyciągało uwagę. Stąd też zawsze specjalne miejsce w życiu każdego dzieciaka dorastającego w latach 90-tych zajmowały animowane filmy Disney'a. I nieważne, że spora część tych postępowych wówczas produkcji powstała w latach 40-tych, 50-tych, czy 60-tych. Mimo tego wyglądały świeżo, a jako dzieciak byłem spragnionych kolejnych historii, które rozpoczynał widok niesamowitego zamku z wielkim napisem "Walt Disney Pictures". Prawdę mówiąc niespecjalnie interesowałem się "Księgą Dżungli" w reżyserii Jona Favreau (tak, tego odpowiedzialnego za dwie pierwsze filmowe części przygód Iron Mana). Dopiero po obejrzeniu zwiastuna wiedziałem, że po prostu muszę to zobaczyć na srebrnym ekranie.