środa, 4 października 2017

"Fakty autentyczne" znad kolumbijskiego jeziora

Monstroid: It Came From The Lake
(Potwór z jeziora)

Rok: 1980
Gatunek: horror
Kraj: USA

Kiedy słyszę, że film fabularny jest oparty na faktach to w głowie otwierają mi się pewne drzwi. Zaraz za nimi jest przepastna biblioteka średniej jakości produkcji telewizyjnych, które dobrych kilka lat temu leciały co czwartek na stacji TVN. Każdy z tych filmów wyglądał jakby został zakupiony od  telewizji Lifetime. Jednak w żadnym z nich nie było wielkiego ciemno zielonego potwora, który wystawia swój kaprawy łeb z jeziora. Dlaczego o tym wspominam? Otóż już na sam początek "Monstroid" jego twórcy przygotowali planszę z napisem "Based on a true story". Nie trzeba być szczególnie uzdolnionym językoznawcą, żeby zrozumieć, że film, który właśnie odpalilłem to dzieło oparte na prawdziwych wydarzeniach...ta. Za reżyserię "Monstroid" odpowiada Kenneth Hartford (nie znacie? Ja też nie). Natomiast nad scenariuszem pracowały aż cztery osoby, więc daruję sobie ich wymienianie. I od razu przypomina mi się popularne przysłowie "gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść".

wtorek, 26 września 2017

Piękna i bestia (ze snów)

The Ogre
(Potwór ludożerca)

Rok: 1989
Gatunek: horror
Kraj: Włochy

Stare włoskie horrory mają w sobie to "coś". Przy nich amerykańska konkurencja z podobnego okresu bardziej przypomina filmy familijne, które nadają idealnie na projekcję do niedzielnego rosołu. Włosi nigdy się nie szczypali i w momencie, w którym mieli pokazać przemoc, to ukazywali ją w pełnym wymiarze. Jednym z klasyków włoskich filmów grozy jest Mario Bava, absolutny mistrz gatunku giallo. I nie przypadkowo wspominam właśnie o nim, gdyż omawiana tutaj produkcja wyszła spod ręki jego syna, czyli Lamberto Bavy. Na pewno nie było mu łatwo mając takie nazwisko, ale to właśnie ten reżyser odpowiada za takie filmy jak "A Blade In The Darkness", "Demons", "Demons 2" oraz właśnie "The Ogre", które również można znaleźć pod tytułem "Demons 3". "The Ogre" był jednym z epizodów liczącego cztery odcinki cyklu "Brivido Giallo", na który składały się same produkcje wyreżyserowane przez Lamberto Bavę.

poniedziałek, 4 września 2017

Wayans to nie Murray, Tiddes to nie Ramis

Naked
(Nago)

Rok: 2017
Gatunek: komedia
Kraj: USA

Mam jakąś dziwną słabość do filmów, w których występuje Marlon Wayans. Wiem, że to nie jest normalne, ale muszę żyć z tą uporczywą przypadłością. Zdaje się, że moim pierwszym zetknięciem się z tym aktorem był "Scary Movie" (2000), który rozpoczął pewną niechlubną modę na robienie tandetnych parodii (tak, to od tej produkcji zaczęły się te wszystkie "Epic Movie", "Disaster Movie", "Meet The Spartans", czy "Vampire Sucks"). Oczywiście każda kolejna odsłona "Scary Movie" też była gorsza od swojej poprzedniczki (recenzję "Scary Movie 5" znajdziecie na RO). Oczywiście Wayans to nie tylko seria "Scary Movie", z którą rozstał się po drugiej części, ale też sporo innych parodii i głupkowatych komedii. Wystarczy wspomnieć chociażby "Don't Be a Menace to South Central While Drinking Your Juice in the Hood" (parodia "Boyz n the Hood"), "A Haunted House", "The Ladykillers", czy wreszcie najpoważniejsza produkcja w karierze Wayansa, czyli "Requiem For A Dream". Marlon to chyba najbardziej charakterystyczny aktor w swojej rodzinie, w której sporo osób próbowało sił w filmie (w różnych zawodach). Niedawno Netflix pokusił się o wyprodukowanie obrazu z Marlonem Wayansem w roli głównej. Na stołku reżyserskim zasiadł Michael Tiddes, człowiek odpowiedzialny za dwie części "A Haunted House"...i zeszłoroczny gniot "Fifty Shades Of Black". Po prostu wiedziałem, że muszę zobaczyć "Naked", tym bardziej, że film miał odnosić się do schematu znanego z "Groundhog Day" (1993).

niedziela, 9 lipca 2017

Zarażając Azją: Zabawne i wzruszające kino drogi

Getting Home
(W stronę domu)

Rok: 2007
Gatunek: komedia/dramat
Kraj: Chiny/Hong Kong

"Getting Home" po raz pierwszy widziałem niemal 10 lat temu, kiedy to łykałem kolejne horrory, komedie i dramaty z kontynentu azjatyckiego. Skupiałem się wyłącznie na produkcjach japońskich, chińskich i koreańskich - w sumie do tej pory jeżeli sięgam po jakieś azjatyckie obrazy, to skłaniam się właśnie w stronę tych krajów. Na "Getting Home" wpadłem zupełnie przypadkiem i już sam krótki opis wydał mi się na tyle niebanalny i interesujący, że zdecydowałem się zobaczyć tę produkcję Yanga Zhanga. Niezbyt doświadczonego filmowca, dla którego "Getting Home" był dopiero piątą wyreżyserowaną produkcją.

piątek, 7 lipca 2017

Filmy za "Dychę": walka o mikroprocesor potrafiący wykonać około tryliona operacji w ułamku sekundy

C.I.A. Codename: Alexa
(Kryptonim Alexa)

Rok: 1992
Gatunek: akcja/thriller
Kraj: USA

Bardzo długo zabierałem się za ten film i teraz mocno tego żałuję. Za "Kryptonimem Alexa" stoi Joseph Merhi (niespokrewniony z Jalalem Merhim), który rozpoczynał swoją reżysersko-scenopisarsko-producencką przygodę w połowie lat 80-tych. Czy mógł być lepszy czas dla człowieka zajmującego się szeroko pojętym kinem akcji? Zakładam, że chóralnie odpowiedzieliście, że nie. Spod ręki Merhiego wyszło sporo filmów, które znają pewnie tylko najbardziej zagorzali fani tego typu produkcji okupujący w latach 90-tych wypożyczalnie kaset VHS. Joseph Merhi jako reżyser i scenarzysta nigdy nie wyszedł z tej niszy. Natomiast jako producent...też nie osiągnął niczego wielkiego. Jeżeli jesteście fanami Gary'ego Danielsa, to pewnie nie raz natknęliście się na film, którego producentem był Joseph Merhi. Jednak "Kryptonim Alexa" miał gwiazdy sporego formatu (z całym szacunkiem dla Danielsa), które w latach 90-tych gwarantowały niemałe zainteresowanie widzów. Lorenzo Lamas był już po serii "Snake Eater" i po pierwszych odcinkach serialu "Renegade". Kathleen Kinmont pojawiła się nie tylko w niezliczonej ilości filmów akcji, ale też w czwartej odsłonie serii "Halloween". A O.J. Simpson był znany jako najbardziej pechowy policjant z "Nagiej Broni". Szykował się hit, jakiego wielbiciele VHS-ów jeszcze nie widzieli!

niedziela, 18 czerwca 2017

Straszenie Jessiki

Let's Scare Jessica To Death

Rok: 1971
Gatunek: horror/dramat
Kraj: USA

Bardzo długo chodził za mną ten film. Mimo tego mocno się przed nim wzbraniałem, głównie z powodu tytułu. Cóż może się kryć za tytułem "Przestraszmy Jessikę na śmierć"? Jak dla mnie to jakaś teen drama zamieniona w horror. I już nawet układałem sobie w głowie najgłupsze możliwe scenariusze. Wygrywał ten, w którym Jessica jest nielubiana w szkole, a popularne dziewczynki decydują się zrobić jej psikusa. Oczywiście ten niewinny żarcik miał doprowadzić naszą bohaterkę do utraty życia. I żadnej roli nie odgrywał dla mnie rok produkcji, bo przecież w 1971 roku też mógł powstać film o przytoczonej przeze mnie fabule. Ale w końcu się przełamałem, odpaliłem "Let's Scare Jessica To Death" i już przygotowywałem się na totalne dno, tym bardziej, że za reżyserię odpowiadał debiutant, John D. Hancock.

czwartek, 15 czerwca 2017

Znudzony Patrick Swayze

Steel Dawn
(Stalowy Świt)

Rok: 1987
Gatunek: akcja/przygodowy/sci-fi
Kraj: USA

Seria "Mad Max" rozpoczęła się w 1979 roku, kiedy to powstał pierwszy film, który nie mógł się poszczycić zbyt dużym budżetem. O obsadzonym w roli głównej 23-letnim Melu Gibsonie nikt wcześniej nie słyszał, a dla reżysera George'a Millera był to pełnometrażowy debiut. Mimo tych wszystkich przeciwności film odniósł sukces. Niedługo później, bo już w 1981 roku na ekrany kin trafiła kontynuacja "Mad Max 2: The Road Warrior", a cztery lata później przy duuużo większym budżecie niż jedynka i dwójka szeroko dystrybuowany był film "Mad Max: Beyond Thunderdome". Dlaczego o tym wspominam? Bo "Steel Dawn" ewidentnie pod niektórymi względami nie tylko wygląda, ale wręcz kopiuje serię "Mad Max". Za reżyserię odpowiadał Lance Hool, który wówczas miał w swoim dorobku wyłącznie "Missing in Action 2: The Beginning" (tak, to ta seria z Chuckiem Norrisem). Natomiast scenarzystą nie był wcale człowiek dużo bardziej doświadczony, bo dla Douga Leflera był to pierwszy samodzielny projekt (wcześniej współpracował przy disneyowskim "The Black Cauldron"). Panowie filmowcy z serii "Mad Max" pożyczyli chociażby pustynny, post-apokaliptyczny świat, a do głównej roli wybrali Patricka Swayze (amerykańska premiera "Steel Dawn" miała miejsce niedługo po "Dirty Dancing"). Ale dlaczego ich film nie podzielił losów produkcji George'a Millera?