niedziela, 18 czerwca 2017

Straszenie Jessiki

Let's Scare Jessica To Death

Rok: 1971
Gatunek: horror/dramat
Kraj: USA

Bardzo długo chodził za mną ten film. Mimo tego mocno się przed nim wzbraniałem, głównie z powodu tytułu. Cóż może się kryć za tytułem "Przestraszmy Jessikę na śmierć"? Jak dla mnie to jakaś teen drama zamieniona w horror. I już nawet układałem sobie w głowie najgłupsze możliwe scenariusze. Wygrywał ten, w którym Jessica jest nielubiana w szkole, a popularne dziewczynki decydują się zrobić jej psikusa. Oczywiście ten niewinny żarcik miał doprowadzić naszą bohaterkę do utraty życia. I żadnej roli nie odgrywał dla mnie rok produkcji, bo przecież w 1971 roku też mógł powstać film o przytoczonej przeze mnie fabule. Ale w końcu się przełamałem, odpaliłem "Let's Scare Jessica To Death" i już przygotowywałem się na totalne dno, tym bardziej, że za reżyserię odpowiadał debiutant, John D. Hancock.

czwartek, 15 czerwca 2017

Znudzony Patrick Swayze

Steel Dawn
(Stalowy Świt)

Rok: 1987
Gatunek: akcja/przygodowy/sci-fi
Kraj: USA

Seria "Mad Max" rozpoczęła się w 1979 roku, kiedy to powstał pierwszy film, który nie mógł się poszczycić zbyt dużym budżetem. O obsadzonym w roli głównej 23-letnim Melu Gibsonie nikt wcześniej nie słyszał, a dla reżysera George'a Millera był to pełnometrażowy debiut. Mimo tych wszystkich przeciwności film odniósł sukces. Niedługo później, bo już w 1981 roku na ekrany kin trafiła kontynuacja "Mad Max 2: The Road Warrior", a cztery lata później przy duuużo większym budżecie niż jedynka i dwójka szeroko dystrybuowany był film "Mad Max: Beyond Thunderdome". Dlaczego o tym wspominam? Bo "Steel Dawn" ewidentnie pod niektórymi względami nie tylko wygląda, ale wręcz kopiuje serię "Mad Max". Za reżyserię odpowiadał Lance Hool, który wówczas miał w swoim dorobku wyłącznie "Missing in Action 2: The Beginning" (tak, to ta seria z Chuckiem Norrisem). Natomiast scenarzystą nie był wcale człowiek dużo bardziej doświadczony, bo dla Douga Leflera był to pierwszy samodzielny projekt (wcześniej współpracował przy disneyowskim "The Black Cauldron"). Panowie filmowcy z serii "Mad Max" pożyczyli chociażby pustynny, post-apokaliptyczny świat, a do głównej roli wybrali Patricka Swayze (amerykańska premiera "Steel Dawn" miała miejsce niedługo po "Dirty Dancing"). Ale dlaczego ich film nie podzielił losów produkcji George'a Millera?

niedziela, 11 czerwca 2017

Niezniszczalny McCoy

The Delta Force
(Oddział Delta)

Rok: 1986
Gatunek: akcja/przygodowy/dramat
Kraj: USA/Izrael

Chuck Norris to jeden z najważniejszych twardzieli kina akcji. Jedną ręką kładzie Seagala, a Stallone, Lundgren, czy Schwarzenegger wolą w ogóle nie wchodzić mu w drogę. W latach 80-tych Norris zaczął swoje dwie bardzo popularne serie filmowe. W 1984 roku swoją premierę miał pierwszy "Zaginiony w akcji", a zaledwie dwa lata później "Oddział Delta". Reżyserem "The Delta Force" był legendarny już Menahem Golan, czyli jeden z właścicieli Golan-Globus (oraz The Cannon Group). Chuck Norris już wówczas był swoistą marką, był świeżo po nakręceniu "Inwazji na USA" i rozpoczął swoją przygodę z serialem animowanym dla dzieci zatytułowanym "Chuck Norris: Karate Kommandos" (powstało tylko 5 odcinków). Norrisowi w "Oddziale Delta" miał partnerować weteran kina wojennego, Lee Marvin. Ten film po prostu nie mógł się nie udać.

wtorek, 9 maja 2017

Demoniczna mieścina pozbawiona sensu

Nothing Left To Fear

Rok: 2013
Gatunek: horror
Kraj: USA

Dla początkującego filmowca nie ma chyba nic gorszego niż fatalnie zadebiutować. Tak się składa, że przy "Nothing Left To Fear" pracowało dwóch debiutantów: Anthony Leonardi III (reżyser) oraz Jonathan W.C. Mills (scenarzysta). Panowie zdecydowali się zrobić pełnometrażowy horror. Nie mam pojęcia jakim cudem udało im się zaprosić do współpracy Slasha (tak, tego z GnR), który razem z Nicholasem O'Toolem odpowiada za ścieżkę dźwiękową do tej produkcji. I, żeby być fair od razu napiszę, że "Nothing Left To Fear" to idealny przykład na to, jak nie powinno się robić horrorów.

poniedziałek, 1 maja 2017

Moja wielka grecka mordęga

Island Of Death
(Wyspa Śmierci)

Rok: 1976
Gatunek: horror
Kraj: Grecja

"Island Of Death" to pełnometrażowy reżyserski debiut Nico Mastorakisa. Warto też zaznaczyć, że nie jest to jednak jego ostatnia produkcja (co bardzo mnie zdziwiło). Jego filmografia liczy sobie już 24 pozycje i żadnego z jego dzieł nie miałem okazji zobaczyć. W moje ręce wpadł jedynie "Island Of Death", który miał swoją premierę w 1976 roku i chyba nie jest to produkcja lubiana przez cenzorów. W jednych krajach dystrybucja "Wyspy Śmierci" była całkowicie zakazana, w innych film trafił na rynek, ale z powycinanymi scenami (np. w Wielkiej Brytanii). Zaintrygowany tym, jak potoczyły się losy tego obrazu sięgnąłem po niego czym prędzej, żeby zobaczyć, czy cenzorzy faktycznie mieli o co walczyć.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Niekończąca się saga w świecie mroku

Underworld: Blood Wars
(Underworld: Wojny Krwi)

Rok: 2016
Gatunek: akcja/fantasy
Kraj: USA

"Underworld" to specyficzna seria, która z jednej strony od samego początku oferowała standardowe kino akcji, ale z drugiej dotyczyła specyficznego "settingu". W końcu na ekrany kin trafia niewiele produkcji, które są skąpane w świecie mroku, gdzie wampiry toczą nieustanny bój z wilkołakami. No dobra, jest  "Zmierzch", ale sugeruję to pominąć. Pozostańmy przy tym, że "Underworld" to jedyna kinowa seria tego typu produkcji. Już pierwszy film, chociaż utrzymany w mroku, ewidentnie dawał znaki, że główny nacisk będzie tutaj położony na akcję. I wielka szkoda, że zabrakło miejsca dla horroru. Gwiazdą serii jest Kate Beckinsale wcielająca się w postać niepokornej wampirzycy, która nie ma problemu z tym, żeby postawić się starszyźnie, czy rzucić się w wir walki przeciwko przeważającym siłom wroga. Pod wieloma względami postać Seleny przypomina Alice z (bardzo luźnej) adaptacji filmowej "Resident Evil". Pod koniec 2016 roku seria "Underworld" doczekała się piątej odsłony, która nosiła tytuł "Blood Wars".

środa, 15 marca 2017

Trudna sztuka wrestlingu

Jakieś 10 lat temu byłem prawdziwym maniakiem azjatyckiego kina. Łykałem zarówno dramaty, w których bohaterowie głównie milczeli  i patrzyli w dal. Kino samurajskie, w którym honor stawiany był ponad życie. Wszelkie produkcje z gatunku kaiju (monster movie), w których Gojira, Gamera bądź Mothra w mniej lub bardziej efektowny sposób rozprawiali się z różnej maści stworami chcącymi zniszczyć ludzkość. Główne miejsce w tej mojej fascynacji azjatyckim kinem zajmowały horrory, co było następstwem jarania się seriami "Ringu" i "Ju-On". Ale nie brakowało też komedii, które były tak odmienne od tego, co proponowali zachodni filmowcy. Niedawno zdecydowałem się wrócić do dwóch produkcji, które 10 lat temu zrobiły na mnie różne wrażenie, ale z jakichś przyczyn ciągle siedziały mi w głowie. Traf chciał, że obydwa filmy ocierały się o wrestling.