wtorek, 19 lipca 2016

10 filmowych koszmarów z dzieciństwa (część 2)

Czas najwyższy ostatecznie rozprawić się ze swoimi filmowymi koszmarami z najmłodszych lat. Pierwszą, a tak naprawdę drugą piątkę możecie zobaczyć pod tym linkiem. Tym razem przywołałem w pamięci te najbardziej traumatyczne produkcje, które długo prześladowały mnie w koszmarach, a do niektórych nie chcę wracać nawet dzisiaj, mimo tego, że horrory to dla mnie chleb powszedni, a krwawe sceny gore oglądam zajadając się popcornem i chipsami. W zestawieniu nie brałem pod uwagę żadnych typowych horrorów, skupiłem się wyłącznie na filmach przeznaczonych dla dzieci. Podobnie jak w pierwszej części tekstu pod uwagę brałem wyłącznie produkcje, które faktycznie widziałem w dzieciństwie. Oczywiście wśród tych pięciu obrazów nie znajdziecie filmów, które miałem okazję zobaczyć w swoim dorosłym życiu (np. "Legenda").

Grafika autorstwa Johna Kenna.

05. Akademia Pana Kleksa

Rok: 1983
Gatunek: familijny/fantasy
Kraj: Polska/ZSRR

Czy jest ktoś, kto nigdy nie oglądał Piotra Fronczewskiego w roli ekscentrycznego gościa z długą brodą? Pan Kleks to absolutny kult jeżeli chodzi o polskie kino familijne. Każdą z trzech części widziałem wielokrotnie i nawet lubię tę najbardziej dziwaczną, czyli "Pan Kleks w kosmosie". Oczywiście to jedna z tych serii, gdzie jeżeli ogląda się "Akademię Pana Kleksa" to trzeba też zaraz później zobaczyć pozostałe filmy, nie ma innej możliwości. Bazą dla pierwszej produkcji, która powstała w 1983 roku była książka Jana Brzechwy wydana w 1946 roku. Fabuła filmu krąży wokół Adasia Niezgódki, chłopca, który trafił do szkoły prowadzonej przez ekscentrycznego brodacza żywiącego się piegami. "Akademia Pana Kleksa" to obraz niejednolity, w którym pojawiają się różne wątki. Jeden z najbardziej przerażających dotyczy historii szpaka Mateusza, który niegdyś był księciem w odległym kraju. Młody monarcha podczas jednego z polowań ustrzelił wilczycę cierpiącą na wściekliznę, jednak przed śmiercią ta zdążyła go ugryźć. Chłopiec za swój czyn zapłacił wygórowaną cenę, nie dość, że jego kraj najechały wilcze wojska, to jeszcze on sam zapadł na chorobę, z której nikt nie potrafił go uleczyć. Ale co w tym strasznego? Z jednej strony wilczyca o czerwonych ślepiach tocząca pianę z pyska, a z drugiej cała armia wilków, która wydawała mrożące krew w żyłach dźwięki. I nie chodzi tutaj o wpadający w ucho kawałek TSA (no dobra, kiedyś i on powodował przyspieszone bicie serca). I jak uwielbiałem "Akademię Pana Kleksa", tak tego epizodu z historią szpaka Mateusza zawsze panicznie się bałem. Podobnie było z jednym z adwersarzy tytułowego brodacza, czyli z golarzem Filipem. Pewnie, gdyby w tę postać wcielił się jakiś inny aktor, to nie byłoby tak świetnego efektu, ale Leon Niemczyk nadał Filipowi jakiś złowieszczy akcent. Przecież w filmie pojawia się też jego pomagier, czyli Alojzy Bąbel grany przez Zbyszka Buczkowskiego, a jednak jest on tylko namiastką swojego mistrza. Golarz Filip potrafi przerażać nawet mając do twarzy przyklejony sztuczny uśmiech, a może to właśnie przez ten uśmiech? Do tego te jego całe tajemnicze eksperymenty, a to ręka wystaje mu z kieszeni, a to za chwilę przebrany w strój "szpiega z krainy Deszczówców" podgląda poczynania podopiecznych pana Kleksa. I nawet Henryk Bista wcielający się w Wielkiego Elektronika w kolejnych częściach nie był w stanie przyćmić postaci golarza Filipa.


Golarz Filip i te jego mrożące krew w żyłach eksperymenty.
Zarażona wścieklizną wilcza królowa i te jej przerażające czerwone ślepia.
Sam wygląd wilczych wojowników nie był tak straszny jak dźwięki, które wydawali.


04. The Rescuers
(Bernard i Bianka)

Rok: 1977
Gatunek: animowany/familijny/przygodowy
Kraj: USA

W dzieciństwie bardzo lubiłem oglądać filmy animowane Disney'a, chociaż wyżej od nich ceniłem krótkie formy z szyldem "Merrie Melodies". I nie chodzi mi o perypetie królika Bugsa, czy kaczora Duffy'ego, a te historyjki, w których pokazywane były w zabawny sposób miasta przyszłości, czy inne tego typu dziwactwa. Jednak wracając do Disney'a, starsze filmy animowane tej wytwórni przeważnie miały w sobie jakiś cięższy klimat. Obok różnych śmiesznostek pojawiały się naprawdę mroczne elementy. Dajmy na to w "Królewnie Śnieżce" mamy zabawne krasnoludki, a obok nich koszmarną macochę Śnieżki, która wygląda niczym wiedźma. Ale najbardziej mroczną bajką Disney'a była dla mnie pierwsza część przygód dwóch mysich detektywów, Bernarda i Bianki. Prawdę mówiąc już teraz nie pamiętam, o co konkretnie w tej animacji chodziło. Za to mocno wrył mi się do głowy klimat tego filmu. Był ciężki, mroczny i wręcz depresyjny. Ot mała dziewczynka, której rodzice zmarli dostała się w szponiaste łapska swojej koszmarnej ciotki o imieniu Medusa. I ten oto babsztyl znęca się psychicznie i fizycznie nad swoją podopieczną, trzyma ją w najbardziej depresyjnej scenerii, jaką tylko dało się znaleźć. Zapuszczony statek osadzony na najbardziej przygnębiających bagnach wydaje się być wręcz idealny. Wszystko w tej bajce jest szaro-bure, nawet disney'owskie dowcipasy nie są w stanie rozświetlić tej pełnej rozpaczy historii. I naprawdę nie mam pojęcia jak to się stało, że film animowany o takim ciężarze został wydany przez wytwórnię, która do tej pory serwowała raczej wesołkowate historyjki z wpadającymi w ucho pioseneczkami. I tak, wiem, że Disney ma też na koncie takiego rodzynka jak "The Black Cauldron", jednak tam mrok jest w jakiś sposób związany z historią, poza tym to przygodówka fantasy, a w przypadku "The Rescuers" mimo tego, że głównymi bohaterami są wścibskie myszy, to jednak sama fabuła jest w dużym stopniu realistyczna. Nigdy nie zapomnę jak będąc brzdącem bałem się, że kiedyś odkryję, że mam gdzieś w dalekiej rodzinie ciotkę podobną do Medusy, osobę która mieszka gdzieś na bagnach i wygląda niczym czarownica z najczarniejszych koszmarów.

W takim oto "uroczym" miejscu swoją siostrzenicę trzyma Medusa.
Medusa i jej domowe zwierzaki.
W "The Rescuers" psychiczne znęcanie się nad małą dziewczynką to norma.
Gdyby ktoś jeszcze wątpił w to, że Medusa jest czarownicą - tutaj płynie po bagnie stoją na dwóch aligatorach.

03. The Witches
(Wiedźmy)

Rok: 1990
Gatunek: przygodowy/komedia/fantasy
Kraj: UK/USA

Tak naprawdę film "Wiedźmy" chyba nie wymaga komentarza, prawda? Jak chory umysł musiał wpaść na pomysł stworzenia takiego filmu? Produkcja w reżyserii Nicolasa Roega to podobno komedia dla dzieciaków. Ja jednak pamiętam, że był to typowy horror, który z niewiadomych przyczyn znajdował się w wypożyczalni na półce z filmami dla dzieci. Fabuła jest prosta, ot chłopaczek zupełnie przypadkiem trafia na zlot czarownic, który organizowany jest jednym hoteli. Chłopak zostaje zamieniony w mysz i próbuje przeszkodzić wiedźmom w ich niecnych planach pozbycia się wszystkich dzieci z Anglii. I wszystko by było spoko, gdyby nie sam sabat. Scenki z tego zebrania czarownic do tej pory budzą we mnie obrzydzenie. Całemu konwentowi przewodniczy wyniosła Eva Ernst (w tej roli Anjelica Huston znana z "Rodziny Adamsów"), wszystko jest w porządku dopóki nie zaczyna się przeistaczać w swoją "naturalną" formę. Po ściągnięciu sztucznej twarzy i zdjęciu peruki oczom widzów ukazuje się czarownica z najmroczniejszych koszmarów sennych, albo nawet je przebijająca. Podejrzewam, że nawet bracia Grimm nie byliby w stanie wykreować tak koszmarnej postaci. Zdarza się, że tak traumatycznych obrazów nie zobaczy się nawet w horrorach, czy innych filmowych opowieściach grozy. Podejrzewam, że nie tylko mnie "Wiedźmy" tak mocno zmasakrowały psychikę. Zresztą tutaj nie chodzi wyłącznie o samą postać graną przez Huston, bo w ślad za nią idą inne kobiety zebrane na sabacie. Co prawda te ograniczają się do zdjęcia peruk, dzięki czemu odsłaniają swoje pokryte dziwnymi naroślami łyse głowy. Ich twarze nagle tracą neutralny wyraz, a stają się jakby obłąkane i maluje się na nich niezdrowa fascynacja pomysłem na pozbycie się wszystkich dzieci. Jako swoisty dodatek można uznać samą scenę przemiany w mysz, która jest podobnie koszmarna, jak ta z "Willow", w której Madmortigan zostaje przemieniony w świnię. Jeżeli w dzieciństwie nie oglądaliście tego filmu, to wiedzcie, że jesteście prawdziwymi szczęściarzami.

Przewodnicząca konwentu postanawia przybrać swoją naturalną postać.
I to co odsłania przechodzi wszelkie wyobrażenia widza.
Tak, ta szkaradna gęba nie raz nawiedzała mnie w moich najmroczniejszych koszmarach.
Prawdziwa perełka dla ludzi bojących się gryzoni.
Jeżeli dla kogoś to nadal za mało to polecam rzucić okiem na te obłąkane twarze wiedźm.

02. Return To Oz
(Powrót do Krainy Oz)

Rok: 1985
Gatunek: przygodowy/familijny/fantasy
Kraj: UK/USA

Kontynuacja produkcji z 1939 roku. Aż dziw bierze, że po 46 lata od premiery pierwszego filmu, ktoś zdecydował się na nakręcenie sequela. Jest to o tyle dziwne, że "Czarnoksiężnik z krainy Oz" był dziwacznym, ale jednak kolorowym i przyjemnym musicalem z fajną przygodą. Tymczasem "Powrót do krainy Oz" to horror/fantasy dla najmłodszych. Inaczej tego określić nie mogę. Pamiętam ten film, jak przez mgłę, bo od czasów wczesnego dzieciństwa staram się do niego nie wracać, wręcz omijam go jak mogę. Świat, który pamiętacie z "Czarnoksiężnika z krainy Oz" został doszczętnie zniszczony, miasta upadły, bohaterowie zostali zamienieni w kamień, a po świecie panoszy się zła czarownica. Oczywiście tylko Dorotka ze swoimi nowymi przyjaciółmi może przywrócić dawny ład. Co jest największym problemem w tym filmie? Praktycznie wszystko. Tak jak wspomniałem cały świat legł w gruzach, więc główna bohaterka łazi po szaro-burych sceneriach, za nią łazi menażeria jakby wyciągnięta z niskobudżetowych horrorów. Dyniogłowy patyczak, jakiś koszmarny blaszak, gadająca kura i głowa łosia przytwierdzona do łóżka. Do tego nasza bohaterka będzie musiała uciekać przed obłąkanymi wrotkarzami, którzy wyglądają jak jakiś gang zdziczałych punków. Podejrzewam, że ten film powstał tylko dlatego, że sukces odniosła "Niekończąca się opowieść" i Disney musiał mieć swój film fantasy dla dzieciaków. O ile przygody Atreju przerażały w małym stopniu, tak o perypetiach Dorotki tego powiedzieć nie można. W sumie wystarczy, że przypomnę sobie spotkanie głównej bohaterki z królową, która wymieniała sobie głowę i już przechodzą mnie ciarki. Praktycznie na każdym kroku w tej historii czai się mrok i jakieś szaleństwo. W jaki sposób ktoś doszedł do wniosku, że ten film nadaje się dla dzieci? Nie mam pojęcia. Dla mnie to bardziej jakaś mroczna baśń dla dorosłych widzów, którzy są w stanie przełknąć tę skąpaną w mroku, pełną psychodelicznych elementów historię.

Wizyta u królowej to niezapomniana scena.
Cały świat jest w ruinie, Dorotka musi przywrócić porządek krainie Oz.
Gdyby ktoś miał wątpliwości, to te czapki w kształcie twarzy są przerażające.
Szalony gang wrotkarzy, który zastąpił latające małpy.
Nowa drużyna Dorotki wygląda dużo bardziej przerażająco niż ta z dawnych lat.

01. Bliskie spotkania z Wesołym Diabłem

Rok: 1988
Gatunek: familijny/fantasy/przygodowy
Kraj: Polska

Odbywając niedawno rozmowę ze znajomymi w pracy zauważyłem zaskoczony, że niewiele młodsze pokolenie nie wie kim jest Piszczałka. To monstrum, które terroryzowało młodych widzów za czasów, kiedy byłem jeszcze w wieku przedszkolnym nigdy nie powinno zostać zapomniane, więc wywlekam je na światło dzienne. Naprawdę nie wiem jaki chory umysł doszedł do wniosku, że włochata pokraka pojawiająca się w dwóch filmach pełnometrażowych ("Przyjaciel Wesołego Diabła" i "Bliskie spotkania z Wesołym Diabłem") oraz serialu ("Przyjaciele Wesołego Diabła") może stać się ulubieńcem najmłodszych widzów. I może sam fakt, że ów stwór był niski, włochaty i łaził z gigantycznych rozmiarów widelcem nie był przerażający, ale nawet teraz wystarczy mi rzucić okiem na przesiąkniętą złem fizjonomię tego stworzenia, żeby spodziewać się go w moich najbliższych koszmarach. Jednak nie sama postać tego w sumie sympatycznego i w gruncie rzeczy nieszkodliwego stworzonka była kwintesencją grozy. To raczej cała otoczka, jaka towarzyszyła tej postaci, kontekst wydarzeń przedstawionych w "Bliskich spotkaniach z Wesołym Diabłem" był istotny. Już sam początek tego filmu sprawia, że ciarki przechodzą po plecach. Ot w najczarniejszą i najbardziej zamgloną noc na horyzoncie pojawia się czarna postać oświetlona jakimś reflektorem zza jej pleców. Ten przypominający jakiegoś diabelskiego kosmitę stwór porusza się powolnym, rozchybotanym krokiem w stronę widza, tej scenie grozy przygrywa niezwykle złowieszcza nuta skomponowana przez Marka Bilińskiego (tak, tego od "Ucieczki z tropiku"). Nie pamiętam już jakie emocje wzbudził we mnie ten wstęp za moich szczenięcych lat, ale nawet teraz widząc tę scenę czuję lekki niepokój, a przecież znam historię przedstawioną w tym filmie na wskroś, wszak trzeba znać swojego wroga. Żeby podkręcić napięcie twórcy "Bliskich spotkań z Wesołym Diabłem" pokazują później Piszczałkę czającego się w krzakach i wyżerającego jajka na twardo, albo gdzieś kryjącego się po mrocznych zakątkach lasu. Jednak doskonale pamiętam, która konkretnie scena wywołała u mnie paniczny strach i wręcz traumę związaną z tą produkcją. Głównym bohaterem tego filmu jest rozkapryszony dzieciak, który nie może chodzić. Jego ojciec nie bardzo ma kiedy się nim zająć, więc chłopak często sam wymyśla sobie różne zajęcia. Co ważne dom, w którym mieszkają usytuowany jest w środku ciemnego lasu, który w nocy jeszcze jeszcze bardziej czarny i złowieszczy. Ale żeby tego było mało, to owa scena toczy się podczas burzy i oczywiście w nocy. Chłopak śpi sobie w swoim pokoju, ojciec w swoim. Nagle w środku nawałnicy coś zaczyna stukać w okno w pokoju dziecka, ten z początku przeciera oczy (wiadomo, trochę zaspany), a tu za szybą pojawia się jakaś czarna gęba za wszelką cenę próbująca dostać się do domu. Oczywiście dzieciak drze mordę, ja wówczas też darłem i uciekałem gdzie pieprz rośnie. Doskonale pamiętam tę scenę i naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, jak dorosły człowiek piszący tę scenę mógł w ogóle przypuszczać, że może ona się znaleźć w filmie dla dzieci. Oczywiście teraz już ta produkcja nie robi takiego wrażenia, ale sami możecie się o tym przekonać, bo "Bliskie spotkania z Wesołym Diabłem" możecie obejrzeć na youtube (link podaję pod obrazkami).

Pierwsza scena, a już krew żyłach prawie zastyga w bezruchu.
Piszczałka to niby przyjazny diabeł, a jednak czai się w krzakach i wyżera jedzenie harcerkom.
Zdecydowanie najstraszniejsza scena w całym filmie. Za oknem burza, środek nocy, a Piszczałka puka do okna.
Chyba bardziej koszmarnej maski nie dało rady zrobić.
Ej, ta postać naprawdę nie wygląda na przyjaźnie usposobioną.

6 komentarzy:

  1. Z tego zestawienia nie znam tylko kontynuacji "Czarnoksiężnika z Oz" oraz tego "The Rescures" (samą bajkę kojarzę ale nigdy jej nie widziałem). "Wiedźmy" są nadal fantastyczne, ex aequo dodałbym "Matyldę" która była równie przerażająca, a przecież uderzająca w nieco mniej zblożone do horroru tematy, a przecież równie groteskowe (Dahl :) ). Poza tym miejsce pierwsze... jejciu wieki całe tego nie widziałem i pamiętam jak mnie przerażał. Poza tym zdziwiło mnie to, co napisałeś w pierwszym zdaniu (niewiele młodsze - czyli?). Mam 27 lat a pamiętam to ze swojego dzieciństwa - jak można tego nie pamiętać?! Kurczę, dorastaliśmy jednak w fajnym okresie - naprawdę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Matyldy" niestety nie widziałem, więc pewnie na dniach nadrobię. Co do przedziału wiekowego, to chodzi o ludzi w wieku 25-30. Byłem zszokowany jak można było przegapić Piszczałkę...no, ale te same osoby nie znały "Goonies", co jest zdecydowanie większą tragedią. Fakt, dorastaliśmy w świetnych czasach, wtedy twórcy filmowi nie szczypali się z produkcjami dla dzieci. Co mieli pokazać, to pokazali. Przynajmniej jest co wspominać :-)

      Usuń
    2. To jeśli to byli ludzie w naszym przedziale wiekowym to ciekaw jestem gdzie się uchowali... z tym "Goonies" to mnie z kolei teraz dobiłeś...

      Usuń
  2. w sumie jakby się zastanowić to z filmów teoretycznie dla młodzieży dodałbym ewoki bitwę o endor film który przy okazji ujawnił że w świecie SW działa magia i są wypisz wymaluj orki sarumana ;-)) w sumie dark crystal też miał sporo scen którę mogły wstrząsnąć młodym widzem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to dobrze, że wspomniane przez Ciebie "Ewoki" nie są już kanonem. Oglądanie tego filmu i drugiego z nimi to była mordęga porównywalna tylko z "Mrocznym Widmem"...

      Usuń
    2. nie przesadzajmy dało się to obejrzeć nawet na w miarę trzeźwo xDD

      Usuń